niedziela, 29 stycznia 2017

"...jak pośród zwyczajnej codzienności poszukuje niezwyczajnego szczęścia..."

Niedziela płynąca leniwie w łóżku, wolne od pracy, nie trzeba nigdzie pędzić. O poranku filiżanka pysznej, uwielbianej przeze mnie kawy i cisza dookoła. Słonce wpraszające się do naszej sypialni aby pobyć trochę z nami. Mąż i nasze dwa psy śpią obok jeszcze głębokim snem. Lubię takie dni jak ten..

Ostatnio mało mnie tu, wręcz mogłabym powiedzieć w ogóle mnie tu nie ma...Czasami ale bardzo rzadko zaglądałam na Wasze blogi.. Przez pięć miesięcy nie napisałam ani jednego posta, chyba jestem winna krótkich wyjaśnień. 
Musiałam odpocząć..psychicznie odpocząć..przemyśleć różne ważne sprawy, a najważniejsze to postarać się żyć normalnie bez wiecznych pytań, narzekań, oczekiwań i w końcu kolejnych rozczarowań.
Nieraz wspominałam na blogu, że jestem szczęśliwą mężatką, mam cudownego i kochającego męża ale nigdy nie wspominałam o tym, dlaczego nie mamy dzieci. Siedem lat małżeństwa, wielkie marzenia o domu, dużej rodzinie i psach ganiających po ogrodzie. Śmiało mogę powiedzieć że większa część z nich spełniła mi się. Oprócz jednego. 
Już jako nastolatka miałam bardzo przyziemne marzenia, dostanie się na studia, zdanie prawo jazdy, zostanie mamą chrzestną, znalezienie sobie księcia z bajki i założenia z nim rodziny. Zawsze myślałam że są to marzenia do spełnienia, przecież nie marzę o podróży dookoła świata:) Jednak los płata nam figle...Wszystko się udało..można powiedzieć że żyje tak jak chce. Studia skończone, prawo jazdy zdane, jestem mamą chrzestną ślicznej i mądrej czterolatki, mam dom do którego uwielbiam wracać po całym ciężkim dniu poza nim, no i ten książę..Od 9 lat niezmiennie zakochana w tym samym człowieku. Czytając moje "wypociny";) zauważyliście czego brakuje mi do pełni szczęścia?
...Dzieci...od 5 lat walczymy o nie bez rezultatów. Wrzesień okazał się miesiącem przełomowym, "ostatnia"nasza szansa utracona..zrobiliśmy wszystko co uznaliśmy, że było możliwe.
Zamykamy pewien rozdział naszego życia i idziemy dalej..idziemy inną drogą która mamy nadzieję doprowadzi nas do naszego wymarzonego finały pt.rodzina;) 
Potrzebowałam czasu dla siebie. Coraz częściej zatracałam się w jednej myśli-dziecko.
Przestałam normalnie funkcjonować, tylko czekałam z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc na rezultaty leczenia. I tak życie mi uciekało. A zeszły 2016 rok miałam wrażenie, że przeleciał zanim się obejrzałam a tu już nowy.. Mam nadzieję, że ten będzie spokojniejszy, bardziej dostrzegalny przeze mnie. Chcę poczuć się znowu normalnie, chcę by czas tak nie pędził..I spokojnie czekać na rozwój sytuacji o jaką się teraz staramy.
Chcę móc normalnie żyć i tego się teraz cały czas uczę.

Mam nadzieję, że zrozumiecie i że coraz częściej będę tutaj jak i u Was bywała..Szczerze brakowało mi trochę blogowego świata:)


Ściskam Was ciepło jeżeli tu jeszcze czasem bywacie...

Do następnego już niebawem..
Patrycja

3 komentarze:

  1. Witam Cię serdecznie i bardzo cieszę się że wróciłaś, bardzo polubiłam twój blog i zaglądałam tu co jakiś czas w nadziei na nowy post. No i się doczekałam:))Rozumiem Ciebie i twoja sytuację bo ja jestem w podobnej, tylko że w moim wypadku trwa to 5 lat. Mam chwilę słabsze i lepsze ale stwierdziłam że Góra tak zdecydowała. Znajduje sobie ciągle jakieś zajęcia żeby się nie pogrążać. Cieszę się bardzo że znowu jesteś, na pewno będę zaglądać. Pozdrawiam Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam , wierzę, że wszystko skończy się szczęśliwie. Marzenia spełniają się w najmniej przewidywalnym czasie , wiem coś tym , pozdrawiam Małgo

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak jak już rozmawiałyśmy, czasem jest tak, że spotyka nas nieoczekiwane... Dlatego spokojnie musicie dążyć do celu jaki sobie obraliście, a kto wie czy ten spokój nie da wam kolejnego wielkiego szczęścia :) Najważniejsze to nie tracić nadziei, żyć pełnią życia i cieszyć się z każdego promyka słońca. Buziaki kochana :*

    OdpowiedzUsuń