poniedziałek, 20 lipca 2015

Jak to w sekundzie może się wszystko zmienić...

Wczorajszy dzień zapowiadał się jak każdy inny, z rana poszliśmy na msze do kościoła, później obiad i wypad nad jeziorko z przyjaciółmi, a potem do nich na grilla. Nie chcieliśmy siedzieć długo ze względu na to, że dziś do pracy, dlatego też 20 maksimum 21 chcieliśmy już wracać do domku. I tak pożegnawszy się już szliśmy z mężem w kierunku naszego auta (mieszkamy koło siebie, może z 10 minut spacerkiem ale czasem wygoda bierze górę:) z nieba nagle zaczęły spadać wielkie krople deszczu, z chwili na chwile...Wbiegliśmy do auta, ja siadłam za kierownicą ruszyłam przed siebie na jedną z zatoczek na której zawsze zawracam aby jechać w kierunku naszego domu. W ciągu sekund zrobiła się taka wichura, deszcz...I tak przeżyliśmy chwile grozy. Cofając z zatoczki zatrzymałam się na drodze żeby ruszyć do przodu a przede mną rząd mnóstwa drzew a z nich zaczęły lecieć gałęzie i to nie malutkie a olbrzymie, przede mną i za mną spadały na drogę. Pierwszy raz w życiu widziałam coś tak niesamowitego a zarazem przerażającego...Mąż mówi nie ruszaj się, stój tu gdzie stoisz, tu nie ma drzew...Coś nieprawdopodobnego, strasznego..bardzo się bałam... Dosłownie może kilka minut trwałą ta cała wichura, ulewa a zniszczenia w naszej "wiosce" są spore, największe w parku i na cmentarzu, drzewa powaliły się na nagrobki. Będąc już domu przytuliłam się do męża i powiedziałam że mamy za co być wdzięczni Bogu i musimy mu podziękować za to że nas dziś uchronił..Kilka sekund później jakbyśmy zobaczyli że tak pada pewnie byśmy przeczekali u przyjaciół w domu to miałabym po aucie ponieważ stało ono w tym miejscu gdzie mnóstwo gałęzi na nie zleciało, a gdyby kilka sekund wcześniej to my bylibyśmy pod tymi gałęziami i doszło by do nieszczęścia. Dlatego każda sekunda była tak bardzo ważna. Wierzę w to, że jakieś anioły nad nami czuwały...a jak w telewizji usłyszałam o tych nie szczęściach jakie spotkało ludzi właśnie przez te wichury przechodzące nad Polską po prostu łzy mi z oczu poleciały, musiałam dać upust emocjom. Przeżyłam coś czego nie chciałabym już nigdy doświadczyć. Po całej ulewie mieszkańcy wyszli na ulice zobaczyć zniszczenia oraz pomóc w ich usuwaniu.

A teraz bardzo pozytywna, krótka historyjka, iż w chwili tej wichury na świat przyszedł synek przyjaciela mojego męża, śmiejemy się że szczęśliwi rodzice powinni maluszka nazwać Zeus:):) przyszedł z wielką pompą na świat:)

A żeby samym tekstem Was moi mili dziś nie zanudzić poniżej kilka migawek naszego życia:) Piękna pastelowa bransoletka zrobiona przez moją zdolną koleżankę, stempelki kupione z myślą o scrapbooking-u, koszt jednej sztuki 1,40 zł. Niestety kupiłam ostatnie dwie sztuki, chciałabym do świąt Bożego Narodzenia wyrobić się ze zrobieniem albumu metodą scrapbooking-u dla mojej chrześnicy:) oczywiście nie mogło zabraknąć ślicznych małych stópek:)  

 Nasz salon i małe przemeblowanie, meble po raz kolejny zmieniły miejsce:) i to na tyle...
 
Kochani życzę Wam dużo słońca i  jak najmniej takich zmian pogodowych, uważajcie na siebie:)
Patrycja

poniedziałek, 13 lipca 2015

Ostatnie dni...

...minęły nam pod znakiem książek, przetworów, nalewek, pysznych ciast, długich wycieczek, na spotkaniach z przyjaciółmi. 
Poniżej mała relacja ostatniego naszego miesiąca.
Tort czekoladowy, którego przepis znajdziecie u Izy z Domowego Zakątka zrobiłam jako ciasto, żeby urozmaicić czekoladową rozkosz na górze posypałam czerwoną porzeczkę, wszystkim moim bliskim ogromnie smakowało:)
Małe, urocze nóżki mojej kochanej chrześnicy:) Obowiązkowo Moje mieszkanie. Ostatnio też zaczytałam się w książkach Frances Mayes opowiadających o życiu autorki we Włoszech. Niesamowite książki, które powodują że myślami przenoszę się w Toskańskie klimaty.

Ostatnio weekendy spędzamy na małych wycieczkach i tak o to byliśmy na Auto Master Show.Bawiliśmy się na weselu mojej przyjaciółki jeszcze ze szkoły średniej. Kilka dni przed ślubem zostałam poproszona o świadkowanie, był to dla mnie zaszczyt ponieważ znamy się od dzieciństwa, mieszkałyśmy na tym samym osiedlu i spędziłyśmy super lata naszej młodości:)
Wczoraj odwiedziliśmy z naszymi przyjaciółmi i ich córeczką piękne, Opolskie zoo - polecamy:)
Poza przyjemnościami jakie staramy się sobie sprawiać (nagradzając sobie to, że niestety w tym roku nigdzie na wakacje się nie wybieramy) spotykają nas niestety przykre momenty... Od miesiąca walczymy z chorobą naszego psiaka. Gorączka 40 stopni, osłabienie, brak apetytu, wychodząca garściami sierść, problemy ze stawami:( Prawdopodobnie po ukąszeniu kleszcza jakieś 2-3 miesiące temu. Nie poddajemy się i cały czas walczymy, już jest o niebo lepiej. Powoli zapominamy, że nasza kochana suczka miała problem z łapkami. Jednak nie poprzestajemy na wizytach u weterynarza, teraz musi być pod stałą kontrolą. Niewątpliwie jest członkiem rodziny dlatego staramy się o nią dbać jak najlepiej potrafimy. 
 
 :)
 I tak zarówno ona jak i ja bierzemy antybiotyki - ja zaś na zapalenie gardła i zatoki. Powoli obie nabieramy coraz więcej siły :)

A Wam kochani jak mijają wakacje? Jakie plany na urlopik?

Pozdrawiam Was cieplutko jak tu jeszcze zaglądacie:):)

Patrycja