środa, 28 sierpnia 2013

Koniec wakacji i kuchnia w kwiatach:)

Dzień dobry moi mili :)
Niestety tegoroczne wakacje dobiegają końca...Jak ten czas szybko leci..
Pogoda myślę, że dopisała nam w 99%:)
Mieliśmy piękne ciepłe czasami wręcz upalne lato.. Ostatki wakacji to coraz krótszy dzień, chłodniejsze wieczory, mgliste poranki..Ale ja to uwielbiam, lubię patrzeć jak pogoda się zmienia, jak za chwilę przywitamy mam nadzieje, naszą piękną złotą jesień.
Myślę, że te wakacje zapadną mi w pamięci ze względu na wiele fajnych zdarzeń jakie mnie spotkały, choćby, założenie bloga:)

Zobaczcie co dziś przyniosłam do domu... Ostatnie słoneczniki, które były na ogrodzie..Wystarczyło kilka żółtych kwiatków by umilić czas spędzony w kuchni..
Zapraszam do obejrzenia zdjęć mojej małej przestrzeni:)

Ususzony czosnek
Herbata, którą kocham - ostatnio uwielbiam sypaną:)
Aniołek, który ostatnimi czasy towarzyszy mi przy pichceniu;)
I oczywiście nie mogło zabraknąć kwiatów doniczkowych:)
Kochani zobaczcie co ostatnio udało mi się znaleźć, owe materiały kosztowały mnie całe 14złotych a mogę z nich wyczarować cuda, mam tyle planów co z nimi zrobić, że będę musiała jeszcze je dokupić bo mi nie starczy:)
Wczoraj zaczęłam "coś" z nich tworzyć - uczę się dopiero szyć więc zapewne nie będzie to idealnie zrobione ale ważne, że własnymi rękami:) Poniżej przedsmak materiałowy;) Cudowne są czyż nie??:)
Do usłyszenia moi mili
Życzę udanych ostatnich dni wakacji
Patrycja:):)

niedziela, 25 sierpnia 2013

Niedzielne lenistwo i serwetkowe cuda:)

Dzień dobry!

Kochani jak Wam mija przed ostatni weekend wakacyjny? Za oknem piękna, słoneczna pogoda. Wczorajszy dzień spędziłam na podróży w rodzinne strony, tyle ciepłych wspomnień, mała tęsknota za tamtymi latami, za moją babcią...Podróż była dość zabawna, ponieważ pierwszy raz odkąd mam prawo jazdy jechałam sama, bez "nadzoru w postaci mojego męża" do innego miasta:) Nie to, że się boję sama jeździć ale jakoś zawsze jak gdzieś dalej jedziemy lubię jak moja połówka prowadzi a ja siedzę w roli "pilota":) A więc tym razem zrobiłam sobie wycieczkę z moją mamą. Nic nie było by w tym nadzwyczajnego gdyby nie to, że jak na złość trafiłam na objazd, wyobrażacie sobie jak się uśmiałam, że trafiłam właśnie na objazd wtedy gdy sama odważyłam się pojechać. Droga prowadziła mnie przez wioski o których istnieniu nie miałam zielonego pojęcia...Ale dałam radę. Po zwiedzeniu różnych ciekawych miejsc, pooglądaniu jak mieszkańcy małych wsi szykują się na dożynki, jakie cuda tworzą ze słomy, po odwiedzeniu rodzinki i znajomych pełna dumy z siebie trafiłam cała i szczęśliwa do domu:)     
Wieczorkiem nasi ulubieni sąsiedzi wpadli na herbatkę i ciacho, po rozmowach, wymianie poglądów, poopowiadaniu sobie różnych ciekawych i śmiesznych historyjek rozstaliśmy się w dobrych humorkach i tak zakończyła się w pełni udana sobota.

Dziś postawiłam na kompletne lenistwo, cały dzień mieliśmy ochotę z mężem nie wychodzić z łóżka i tak w większości leże sobie, oddając się w pełni relaksowi:) do tego smakołyki, herbatka czegoś chcieć więcej? Uwielbiam móc tak w niedziele odpocząć od codzienności, od obowiązków jakie czyhają na nas każdego innego dnia tygodnia. Niedziela to jakoś taki dzień dla rodziny, dzień w którym bez żadnych wyrzutów możemy nadzwyczajnie w świecie nic nie robić - ach jak ja to kocham!:) Ale powiedzmy sobie szczerzę, że jeżeli tydzień jest pracowity marzę o takiej niedzieli, jeżeli natomiast tydzień jest mało aktywny uwielbiam w ostatni dzień tygodnia spędzać na robieniu czegoś np. pójść do kina, spotkać się ze znajomymi, pojechać na małą wycieczkę. Też tak macie??
Dziś chciałabym Wam również pokazać serwetki, nie są to zwykłe serwetki. Bowiem mają one swoją historię. Robione są przez babcie mojego męża, która dziś ma ponad 80-lat i rewelacyjnie tworzy dalej takie cuda. Podziwiam ją, za cierpliwość i to, że mimo swoich lat ma taki wzrok. Serwetki zostały zrobione przez lata, w różnych odstępach czasowych. Dostałam je w podarku od mojej teściowej, która wcześniej dostała je od swojej mamy:) chciałabym kiedyś przekazać je dalej...Póki co będą ozdabiały moje cztery kąty:) Powyżej na zdjęciach również są serwetki wykonane przez babcie;) a poniżej pozostałe...
Piękne materiałowe serwetki
Ta jest robiona przez mamę mojego męża a moją drugą mamę:)
Dostałam również piękne dwa obrusy ręcznie haftowane, jeden z Bożonarodzeniowym motywem a drugi także typowo na świąteczne imprezy - biały, przepiękny tym razem zrobiła go moja teściowa - widać, że odziedziczyła talent po mamie;) Ale to innym razem pokaże, żeby nie tak wszystko naraz:) 
 Część z pokazanych serwet jest używana, reszta czeka na odpowiednią okazję, na swój czas.Uwielbiam takie cudeńka czasowe, które są tworzone własnoręcznie i które mają swój urok:) 
A jak Wam się podobają?
Kończąc dzisiejszego posta chciałam Wam pokazać jeszcze nad czym teraz pracuję, parę dni temu znalazłam w szopce starą półkę, idealnie będzie pasowała mi do kuchni, oczywiście muszę ją przemalować na biało - jutro pędzel pójdzie w ruch po raz drugi:):) Już widzę jak poustawiam na niej przydatne różności:) 
Efekt napewno Wam pokażę.
Udanego, pełnego pozytywnych wrażeń tygodnia:)
Patrycja

piątek, 23 sierpnia 2013

Jabłkowe szaleństwo:)

Dzień dobry:)

Wczoraj spędziłam całe popołudnie w miłym towarzystwie mojej przyjaciółki i jej córeczki. Jakie ja mam szczęście, móc uczestniczyć w dorastaniu swojej chrześnicy :) 

Przy okazji narwałam sobie cały kosz przepysznych, słodziutkich, soczystych jabłek z ich ogrodu. Ostatnio często chodzi za mną wielka ochota na zwykłą papierówkę:)
Po powrocie ogarnęło mnie małe szaleństwo dekorowania - oczywiście w roli głównej jabłko:)
 


Maluśkie dekoracje wnoszą trochę kolorku do mojej kuchni - uwielbiam kolor czerwony, w szczególności jesienią i zimą.
Oczywiście nie zabrakło racuszków z jabłkami do tego kisiel mmm...pychotka:)

 Teraz będę sobie wieczorkami siedzieć i chrupać smakowicie moje czerwone smakowitości:):)
Przesyłam ciepłe pozdrowionka:):)
   Patrycja

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Krótki wpis...

Witajcie kochani

Dziś wpadłam tylko na chwilkę, bowiem nadzwyczajnie w świecie ostatnio brak mi czasu na cokolwiek... W tamtym tygodniu gościliśmy u siebie rodzinkę ze strony mojego męża. Rozmowom nie było końca..do późnych godzin nocnych potrafiliśmy siedzieć...
W miniony weekend spełniło się moje marzenie, jeszcze za czasów panienki chciałam zostać chrzestną i o to zostałam Mamą Chrzestną ślicznej dziewczynki, córeczki mojej przyjaciółki..
W wolnej chwili staram się relaksować czytając. Parę dni temu znalazłam ciekawą książkę, polecaną przez wielu "Lekcje Madame Chic" Jennifer L. Scott popularnej w Stanach Zjednoczonych blogerki. Książka jest min.o odkrywaniu sekretów życia jednej z francuskich rodzin mieszkającej w Paryżu. Osobiście lekcje u Madame Chic;) wciągnęły mnie na całego. 
Książkę przeczytałam w jeden dzień. 
 
Polecam dla odmiany - czyta się ją lekko, jest zabawna, interesująca oraz pełna wskazówek jak żyć a'la francaise;)

Na koniec chciałam Wam pokazać prezent od mojej szwagierki pojemnik na mydło i na szczoteczki do zębów:) owy komplecik współgra wręcz idealnie z moją łazienką:)
Zmykam już!
Będzie mnie teraz troszkę mniej na blogu ale obiecuję się poprawić jak będę tylko mogła...
Na koniec zostawiam Was z ciasteczkami maślanymi:):)
Pozdrawiam
Patrycja

środa, 7 sierpnia 2013

Moja kuchenna przestrzeń ogarnięta...przepis na słone paluszki:)


Mamy dopiero środek tygodnia a ja wyczekuję z utęsknieniem na weekend:)
Ostatnie kilka dni minęły mi pod znakiem remontu i sprzątania...
Kochani po tylu dniach wracam z „nową”, piękną kuchnią:)
Nareszcie, po wielu miesiącach rozmyślania i kilku dniach walki z bieleniem szafek moja kuchnia wreszcie zaczęła wyglądać jak marzenie;) Szafki pobielone, kuchnia ogarnięta, uporządkowana, wypucowana na błysk;) 
Poniżej kilka fotek:
 
 
Możecie sobie wyobrazić jakie katusze przechodziłam mając taki bałagan w domu? Każda szafeczka, każde drzwiczki musiały być odkręcone, wyczyszczone, malowane na raz później suszenie w pokoju na wszytskich możliwych krzesłach, nawet na suszarce na pranie je suszyłam;) i drugi raz trzeba było pomalować, no a później zabawa z przykręcaniem ich.Ach, jak sobie to przypomnę...Na szczęście jak na razie to już przeszłość;)
Teraz to mogę mówić, że mam kuchnie iście w stylu skandynawskim...
Kuchnia wygląda cudownie, teraz ot uwielbiam jeszcze bardziej w niej przebywać;)
 Zmiana tematu bowiem dzisiaj przyszykowałam nam małą, poobiednią przekąskę. Miały w planach wyjść precle wyszły paluszki;) taka o mała modyfikacja z mojej strony.

 Składniki potrzebne: 
  • 1 łyżka cukru
  • 1 łyżka suszonych drożdży 
  • 500 g mąki
  • 1 łyżka soli
  • 1 lekko rozmącone duże jajko
  • gruba sól morska, mak, sezam do posypania (czym mamy ochotę tym posypujemy)
Przygotowanie:
Połączyć  w misce cukier, drożdże oraz 1/2 szklanki ciepłej wody, po czym należy przykryć mieszaninę i odstawić na 10 minut, aż pojawi się piana.
Następnie połączyć w osobnej misce mąkę z solą, dodać drożdże oraz szklankę ciepłej wody i wymieszać, aby powstało miękkie ciasto. Należy zagniatać około 10 minut by powstało gładkie i elastyczne ciasto. Włożyć je do natłuszczonej miski, przykryć i odstawić na godzinę.
Później po kawałku formujemy ciasto np. tak jak ja zrobiłam na paluszki lub w kształcie precla, przekładamy na natłuszczoną blachę. 
Odstawiamy na około 20 minut, po czym wrzucamy je do wrzątku na 3 minuty, aby nabrały powietrza. Ostudzamy je trochę, przekłądamy je na blachę wcześniej posmarowaną tłuszczem, posupujemy np. makiem, sezamem...
Wstawiamy do piekarnika 220 stopni, precle 25 minut. A moje paluszki piekły się do 10 minut, zależy jaka wielkość była:)
I to na tyle:) Poniżej mały mix zdjęć z przygotowań
 
I efekty:)
Pozdrawiam serdecznie:):)
Patrycja

piątek, 2 sierpnia 2013

No i mamy sierpień...pierożki z jagodami


No i mamy sierpień kochani, jeszcze miesiąc i po wakacjach. Wraz z wrześniem mam wrażenie, kończy się powoli lato a przychodzi jesień. Uwielbiam przejścia z jednej pory roku w drugą. Teraz po upalnych dniach, po urlopie marzy mi się zapalić w kominku, posiedzieć przy nim, wtulona w swego osobistego i jedynego męża;) obok nas leżąca błogo rozleniwiona nasza psina. My w dłoniach kubki z gorącą herbatą, czekoladą mmm...właśnie za to uwielbiam zmiany w porach roku. Za to, że po długim lecie tęsknie za piękną, złotą jesienią, za jej urokami, po jesieni marzę już o białym puchu, świętach, o beztroskim przebywaniu we własnych ścianach, bez wyrzutów sumienia, że trzeba coś zrobić. Zaś po niej już bym z chęcią zrzuciła kurtki i łapała promyki wiosennego słońca, no a później upragnione lato, wakacje. Tak właśnie mam. Często słyszę wraz z przyjściem jesieni, zimy, marudzenie o zimnym powietrzu, deszczach, śniegu a ja to uwielbiam;) Każda pora roku ma dla mnie swoisty urok, magie. W każdej jest coś co da się lubić.
Wczoraj zachciało mi się zrobić wianek na drzwi z bukszpanu, poniżej efekt (pierwszy raz robiłam z bukszpanu, wygląda całkiem, całkiem;)
Dziś w moim domu zagości prawdziwie jeszcze letni, swojski obiad czyli pierogi z jagodami, pychota;) Jakiś czas temu robiłam je, drzewka znowu zaowocowały więc pora na kolejną porcję;) Stojąc i je robiąc w tle leciała muzyczka Stacey Kent. Kiedyś poleciła ją nasza blogowa koleżanka z GC. Głos Stacey jakoś koi moją duszę, relaksuję. Sprawia, że robiąc owe pierożki nie śpieszyłam się nigdzie, tylko cieszyłam chwilą:) 
 
i kolejna porcyjka...
Oj mój mąż się ucieszy jak przyjdzie z pracy a na stole takie pyszności:)
Pozostało mi troszkę ciasta na pierogi, w internecie znalazłam rewelacyjny pomysł co zrobić z takimi pozostałościami. A więc ciasto rozwałkować, pokroić na cieniutkie paseczki i wrzucić na rozgrzany olej. Później przełożyć na ręcznik papierowy i szybciutko posypać solą i chili. Taka mała przekąska przed obiadowa a i wszystko zostało wykorzystane i zjedzone;)
Staram się bardzo choć przyznam się szczerzę, że nie zawsze mi to wychodzi (ale przecież liczą się chęci;) wykorzystywać do maximum, nawet pozostałości danej potrawy. Nie chcę wyrzucać i marnować jedzenia cały czas się tego uczę.

Byłam na ogrodzie i przyniosłam do domu piękne kwiaty, które zdobią swoim urokiem sypialnie...
 
Zmykam już!
W ten weekend czeka mnie mały remont, bowiem zdecydowaliśmy się z moim ukochanym małżonkiem, że pomalujemy nasze kuchenne meble na biało, jestem prze-szczęśliwa, że się w końcu zdecydowaliśmy. Efekty na pewno pokaże, jak już będzie wszystko gotowe:)
A tym czasem temu się oddaje w wolnej chwili, rewelacyjna książka. Pozwala nam poznać kulturę Mormonów.
Pozdrawiam Was cieplutko
Słonecznej pogody i dużo letnich smakołyków
Korzystajmy jeszcze z uroków lata:)