poniedziałek, 8 lipca 2013

Powrót...Fajerwerki...wypoczęci...opaleni...


Za nami przeszło 1200 km jazdy...

Ponad 600 km dzieli nas od Polskiego morza. Pomimo sporej odległości jaka nas dzieli nie zabrania nam to odwiedzić Ustki choćby na parę dni. Z jakiś miesiąc temu mój mąż przeczytał z ciekawości w Internecie kiedy i czy w ogóle odbywają się pokazy fajerwerków. Trzy lata temu pojechaliśmy do Ustki ze znajomymi na wakacje, natrafiliśmy wtedy na pokaz sztucznych ogni. Nie mając zielonego pojęcia, że był to już organizowany 9 Festiwal sztucznych ogni. W ten weekend byliśmy już na 12 takim pokazie. Okazało się bowiem, że można zobaczyć go co roku w pierwszy weekend lipca. Dwa dni, cztery pokazy, cztery różne grupy. Dwie w piątek i dwie w sobotę. Coś pięknego, niezapomnianego wręcz magicznego... godzina 23, szum fal, plaża, tłumy ludzi z okolicznych miejscowości, turystów (takich jak my, przyjeżdżających właściwie na tą okazję:)), niebo gwieździste i one...fajerwerki puszczane w rytmie muzyki. I to nie takie zwykłe fajerwerki jakie możemy zobaczyć w sylwestra pod domem. Ale takie dopracowane na ostatni guzik, widać ile ludzie włożyli w to pracy, czasu jak i środków finansowych. Musicie to sami zobaczyć, tego nie da się opisać tak słowami. Zresztą najlepiej tam być:) Jeżeli ktoś kiedyś widział to na własne oczy, wie o czym mówię a jeżeli nie to przy okazji bardzo polecam. My już planujemy, że za rok po raz kolejny zawitamy do Ustki;)  Poniżej przesyłam linka jakiego udało mi się znaleźć, przedstawiających jedną z prezentujących grup:


 

Kochani słowa wypowiedziane przez mojego ukochanego w chwili prezentowania się jednej z grup: „dla takich widoków warto było przejechać te 600km” – uwierzcie mi są BEZCENNE:) świadczy o tym, że naprawdę było warto;)



Wracając do wypoczynku, wakacje były bardzo udane, pełne relaksu nad samym morzem z książką w ręku na leżaczkach, potrafiliśmy tak z mężem calutki dzień leżeć ( co dało nam łososiową opaleniznę;) ), nie licząc małych przerw na posiłki;) Pogoda cudowna, wspaniałe zachody słońca, klimatyczne restauracje, dobre jedzenie, deptaki pełne ludzi, różnorodnych pamiątek. Odwiedziliśmy nawet oceanarium i muzeum minerałów, kamieni, muszli. Ale o tym już w następnym poście:)

Poniżej kilka fotek z udanego urlopu:)
Oczekując na pokaz:




Do nieba były puszczane tzw. lampiony szczęścia. Według chińskiej legendy marzenia spełniają się gdy fruną do nieba, widok przepiękny.
  Sam pokaz, niestety moim aparatem nie idzie uchwycić, tak dobrze jakbym tego chciała...

 

 


 A tutaj już w dzień:) Ustka jest bardzo czystym, zadbanym i pięknym miasteczkiem.





Zmykam już, za niedługo dalsza relacja z naszym cudownych wakacji:):)
Przesyłam pozdrowionka;)


1 komentarz: