poniedziałek, 3 kwietnia 2017

W końcu mamy naszą kuchnię...

Trwało to ponad trzy miesiące ale w końcu jest! Nasza wymarzona kuchnia. Od jakiegoś czasu możemy normalnie funkcjonować. Tak więc mamy teraz dużą kuchnie i część jadalnianą, gdzie stoi stół i komoda. Doczekałam się mnóstwa miejsca, dwóch okien, pięknego i długiego blatu. Szafki górne zniknęły ale mam jeszcze więcej miejsca niż poprzednio.

Miesiące pełne wysiłku, ciężkiej pracy, włożonego serca. Każdego dnia po pracy staraliśmy się robić tyle ile sił wystarczyło. Pracom nie było końca, wywalanie ściany, położenie nowej oddzielającej spiżarnie od kuchni. Malowanie mebli, ścian, położenie paneli podłogowych, cegły (każdą z nich mój mąż własnoręcznie, osobno kleił do ściany) no i najlepsze fugowanie (pierwszy i ostatni raz:):) 

Wszystko zrobiliśmy sami. Głównie to mój zdolny mąż robił, ja byłam jak to ładnie nazwę jego asystentką, czyli podaj i posprzątaj:) W późniejszym czasie mogłam się wykazać malowaniem mebli, ścian. 

Tak więc zapraszam do zwiedzania:) 

Bardzo lubimy teraz tutaj przesiadywać:) zrobiło się jasno i klimatycznie.

Znalazło się też miejsce na klucze
Na ścianie między oknami jeszcze coś zawiśnie tylko wciąż szukam tego czegoś:)
Krzesło-hoker dostałam od mojej przyjaciółki, przydaje się w myciu okien, wieszaniu firanek czy jak czekam kiedy woda na herbatę się zagotuje:) lubię go:)
Na ścianie chcemy jeszcze powiesić drążki na kubki, a tutaj znalazło się miejsce na malutkie patelnie.
Marzyłam o małym zlewie i się doczekałam:)
Oczywiście mieliśmy pomocników:) Co chwila młoda coś zabierała a później znajdywaliśmy a to folie a to pędzle, śrubokręty itp:)

Mieliśmy problem ze znalezieniem parapetów więc pomalowaliśmy nasze stare kafelki, dodaliśmy motyw ceglany i teraz całość spełnia nasze oczekiwania:)
W końcu mogę przyozdobić dom na święta

Zmieniliśmy też uchwyty w szafkach

Udało mi się znaleźć na blogu kilka fotek jak to było poprzednio.
Wcześniej kuchnia była podłużna, wąska i na naszą dwójkę za mała:)












Po tak dużym i długim remoncie stwierdziłam, że jesteśmy  z mężem bardzo zgranym i dobrym zespołem! Razem zdziałamy wszystko!:)
 Za jakiś czas niech tylko trochę złapiemy oddech chciałabym się zabrać za salon:) ale o tym póki co ciiii....:):):)

Dziś pracowity dzień, czas wiosennych porządków rozpoczęty:) Uciekam...

Częściej znajdziecie mnie na instagramie tak więc zapraszam:)

Patrycja

sobota, 4 marca 2017

Miejsce które mnie relaksuje

W końcu mogę powiedzieć, że mam sypialnie taką jaką chciałam. Ostatnią kropką nad i było powieszenie na ścianie małej galerii. Bardzo lubię zdjęcia w domu.

Ramki jak i zawieszki dostałam w prezencie urodzinowym:)


Wiosnę czuć w powietrzu, kwiaty zaczynają kwitnąć - kocham:)

Odkąd powstała garderoba bardzo polubiłam ten pokój, wcześniej był on po prostu bezpłciowy! Bezbarwny! A teraz wszystko do siebie pasuje, jest spokojnie i ciepło.Bardzo dobrze się tu czuję i wypoczywam:)



Przede wszystkim jest też jaśniej niż poprzednio, do tego wszędzie są kwiaty bo je po prostu lubię.
Znalazło się też miejsce na drobne bibelociki:)




Aktualnie za tymi drzwiami panuje totalny bałagan ze względu na nasz trwający remont kuchni (za to kocham tą garderobę nic nie widać:) 




Regał z książkami staną po drugiej stronie pokoju. Teraz na pewno nic już nie zmienię, zdecydowanie tak jest dobrze - no chyba, że coś jeszcze wymyślę:)


W chwili wolnej zapraszam na mój Instagram tam można zobaczyć mnie częściej:)

Żegnam się z Wami i słonecznej niedzieli życzę:)

środa, 1 lutego 2017

Kilka słów o tym co u mnie...

Jest! Chwila oddechu! Chwila wytchnienia... Lubię kiedy w wieczory kładziemy się do łóżka z myślą, że sporo dziś zrobiliśmy. 
Zachciało mi się nauczyć robienia na szydełku, Tak więc od dziś pod czujnym okiem mamy mojego męża pobieram nauki szydełkowania. Oprócz tego w wolnej chwili dziergam na drutach dywanik do łazienki. Lubię takie szmaciane dywaniki, wrzucasz do pralki, szybko schną i jak nowe:)
Jeżeli już jesteśmy przy teściowej serweta z haftem, która zdobi naszą komodę jest prezentem od niej, aktualnie robi mi jeszcze do kompletu mniejsze serwetki na stół. Śmiało mogę powiedzieć, że taka teściowa to skarb:)
Moje zeszłoroczne postanowienie noworoczne przetrwało...Z początkiem stycznia wywołałam kolejną partię zdjęć, mam w planach wywoływać już tak co roku. Kolejny album do kolekcji - ten kupiony w biedronce za niespełna 15 zł.
Oczywiście 70 % zdjęć to nasze psy, uwielbiam je fotografować, 29% mojego męża a na jakimś marnym 1 % ujrzeć można mnie:)
Będąc na zakupach w castoramie kilka miesięcy temu mojemu mężowi rzucił się w oczy napis na ścianę. Ucieszyłam się bo takie "obrazy" od zawsze mi się podobały:) Opisuje on jakie wartości panują w domu. I tak o to takie cudo zawisło w naszym salonie:)

Między napisem powolutku tworzy się galeria.
Zawsze jak tracę cierpliwość, moja połówka mówi żebym poszła i przeczytała napis "jesteśmy cierpliwi":) tego cały czas się uczę...

Przez ostatni czas dużo też czytałam... Poniżej mała garstka..
Najlepsze zostawiłam sobie na koniec:) bowiem od listopada zaczęliśmy intensywnej myśleć o zmianie kuchni, nie będę się teraz rozpisywała więcej bo to jest temat na osobny post. Tak więc kuchni jeszcze nie mamy ale od stycznia zaczęliśmy robić remont sami, totalna demolka w postaci min. rozwalania ściany, zrywania paneli podłogowych i sufitowych. 
Do tego przyszły inne obowiązki dnia codziennego,tak więc remont się przeciąga a my każdą wolną chwilę przeznaczamy aby jak najwięcej zrobić. 

Dziś już padamy...jutro kolejny, nowy dzień, ciekawe co nam przyniesie. Ja jeszcze biegnę na słowo do Was.

Ściskam i do następnego

Patrycja

niedziela, 29 stycznia 2017

"...jak pośród zwyczajnej codzienności poszukuje niezwyczajnego szczęścia..."

Niedziela płynąca leniwie w łóżku, wolne od pracy, nie trzeba nigdzie pędzić. O poranku filiżanka pysznej, uwielbianej przeze mnie kawy i cisza dookoła. Słonce wpraszające się do naszej sypialni aby pobyć trochę z nami. Mąż i nasze dwa psy śpią obok jeszcze głębokim snem. Lubię takie dni jak ten..

Ostatnio mało mnie tu, wręcz mogłabym powiedzieć w ogóle mnie tu nie ma...Czasami ale bardzo rzadko zaglądałam na Wasze blogi.. Przez pięć miesięcy nie napisałam ani jednego posta, chyba jestem winna krótkich wyjaśnień. 
Musiałam odpocząć..psychicznie odpocząć..przemyśleć różne ważne sprawy, a najważniejsze to postarać się żyć normalnie bez wiecznych pytań, narzekań, oczekiwań i w końcu kolejnych rozczarowań.
Nieraz wspominałam na blogu, że jestem szczęśliwą mężatką, mam cudownego i kochającego męża ale nigdy nie wspominałam o tym, dlaczego nie mamy dzieci. Siedem lat małżeństwa, wielkie marzenia o domu, dużej rodzinie i psach ganiających po ogrodzie. Śmiało mogę powiedzieć że większa część z nich spełniła mi się. Oprócz jednego. 
Już jako nastolatka miałam bardzo przyziemne marzenia, dostanie się na studia, zdanie prawo jazdy, zostanie mamą chrzestną, znalezienie sobie księcia z bajki i założenia z nim rodziny. Zawsze myślałam że są to marzenia do spełnienia, przecież nie marzę o podróży dookoła świata:) Jednak los płata nam figle...Wszystko się udało..można powiedzieć że żyje tak jak chce. Studia skończone, prawo jazdy zdane, jestem mamą chrzestną ślicznej i mądrej czterolatki, mam dom do którego uwielbiam wracać po całym ciężkim dniu poza nim, no i ten książę..Od 9 lat niezmiennie zakochana w tym samym człowieku. Czytając moje "wypociny";) zauważyliście czego brakuje mi do pełni szczęścia?
...Dzieci...od 5 lat walczymy o nie bez rezultatów. Wrzesień okazał się miesiącem przełomowym, "ostatnia"nasza szansa utracona..zrobiliśmy wszystko co uznaliśmy, że było możliwe.
Zamykamy pewien rozdział naszego życia i idziemy dalej..idziemy inną drogą która mamy nadzieję doprowadzi nas do naszego wymarzonego finały pt.rodzina;) 
Potrzebowałam czasu dla siebie. Coraz częściej zatracałam się w jednej myśli-dziecko.
Przestałam normalnie funkcjonować, tylko czekałam z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc na rezultaty leczenia. I tak życie mi uciekało. A zeszły 2016 rok miałam wrażenie, że przeleciał zanim się obejrzałam a tu już nowy.. Mam nadzieję, że ten będzie spokojniejszy, bardziej dostrzegalny przeze mnie. Chcę poczuć się znowu normalnie, chcę by czas tak nie pędził..I spokojnie czekać na rozwój sytuacji o jaką się teraz staramy.
Chcę móc normalnie żyć i tego się teraz cały czas uczę.

Mam nadzieję, że zrozumiecie i że coraz częściej będę tutaj jak i u Was bywała..Szczerze brakowało mi trochę blogowego świata:)


Ściskam Was ciepło jeżeli tu jeszcze czasem bywacie...

Do następnego już niebawem..
Patrycja

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Wspomnienia z Mazur...

Wakacje, wakacje i po wakacjach (czytaj urlopie):)
Pozostały piękne wspomnienia, pamiątkowe zdjęcia, nowe znajomości, niesamowite przeżycia i widok setki bocianów:)
Poniżej tylko kilka zdjęć, mam ich zdecydowanie za dużo. Zachwyciłam się Mazurskim krajobrazem, bardzo podobały mi się tunele drzew jakie nas prowadziły za każdym razem kiedy wsiadaliśmy w auto.












Miejsce w którym mieszkaliśmy leżało pośrodku pola. Jest tam sielsko, rustykalnie,przytulnie, gospodarze niesamowici, z duszą prawdziwych artystów, miejsce magiczne, inne niż wszystkie... mogłabym tak tu wymieniać dalej ale lepiej odeślę Was na stronę Strażnicy Komtura 
 
 
 
 Na tym tarasie przesiedzieliśmy niejeden wieczór z nowo poznanymi znajomymi:)
 Na lampie jaskółki dotrzymywały nam towarzystwa, miały domek i karmiły swoje dzieci

 
Kawałek naszego pokoju:)
Jezioro Śniardwy
  

Odwiedziliśmy mnóstwo miejsc min. Mikołajki, Giżycko, Mrągowo, Bazylikę w Świętej Lipce, Muzea Militarne, Twierdze Boyen, Miasteczko Westernowe i inne. Urlop był bardzo aktywny, pomimo tego odpoczęliśmy od naszej codzienności. 
Na każdym kroku spotykaliśmy bociany:)
I najlepsze na koniec...:)
Mieliśmy przyjemność uczestniczyć w biesiadzie rycerskiej na zamku w Rynie. Niesamowite przeżycie, właściciele naszego pensjonatu prowadzili tą imprezę więc zaprosili nas na to wydarzenie. Oczywiście musieliśmy się dostosować do sytuacji, jak widać poniżej na zdjęciu:)
W dużej mierze zasługą udanego urlopu było miejsce w którym mieszkaliśmy, jeżeli kiedyś będziecie mieli tylko okazje zajrzyjcie do Strażnicy Komtura choćby na pyszny rycerski obiad:)

Ściskam Was i wracam do naszego życia, przede mną jeszcze kilka dni wolnego:)

Patrycja